To co się tam
wydarzyło 10 października było koszmarem. Tak później ludzie to
nazywali. Młoda kobieta razem z dość wysokim mężczyzną
przebywali w schronie pod pałacem Kage. W ich wiosce, Konohagakure,
to było obecnie jedyne bezpieczne miejsce. Małe zawiniątka, które
trzymali poruszyły się niespokojnie. Z jednego z nich dobiegł
cichy szloch.
-Spokojnie. Wszystko
będzie dobrze. - uciszała płaczące niemowlę Mebuki Haruno.
W końcu musiało
być dobrze. Nie dalej jak pół roku temu została matką dwójki
dzieci. Dwóch dziewczynek.
-Jak się czujesz
kochanie? - spytał się żony Kazishi Haruno.
-Nie najgorzej-
odpowiedziała.
Chociaż tak
naprawdę była przerażona. Nie martwiła się jednak o siebie.
Martwiła się o dzieci oraz o swoje przyjaciółki. O Kushinę
Uzumaki i Mikoto Uchiha. Na temat żadnej z nich nie było
wiadomości. Jedyne co było wiadomo o Mikoto to to, że
najprawdopodobniej nic jej nie jest. W końcu byli tu jej synowie -
Itachi i Sasuke. A co się stało z Kushiną? Cóż miała niedługo
rodzić, więc mogła być przy szpitalu polowym. Jej mąż, Minato
Namikaze, był Czwartym Hokage, więc pewnie walczy razem z ANBU,
joninami oraz chuninami.
-Można wychodzić
na zewnątrz! - rozległ się krzyk od wejścia do schronu.
Wszyscy jak jeden
mąż ruszyli, by zobaczyć co zostało z ich ukochanej wioski.
-To straszne. - co
chwila dawało się słyszeć.
-Na szczęście nasz
dom nie został zniszczony. - powiedział z ulgą Kazishi.
-Tak. - przyznała
Mebuki. - Czy nikt nie widział Kushiny Uzumaki lub Mikoto Uchichy?
-Mama i tata są
poza wioską. - odpowiedział jej dziecięcy głos.
Był to nie kto
inny jak Itachi Uchiha. Młody chłopiec o czarnych włosach i
oliwkowych oczach. Mimo, że miał dopiero 5 lat to już zachwycał
swoim sposobem bycia.
-Itachi jesteś
pewien, że twojej mamie nic nie jest?
-Prosiła mnie,
żebym tu został i czekał na nią i tatę.
-Dziękuje ci
Itachi.
-Czy jest tu Mebuki
Haruno? - rozległ się po ulicy krzyk.
-Jestem tutaj.
-Haruno-sama
zostałaś wezwana do biura Hokage.
-Minato mnie wzywał?
-Nic mi na ten temat
nie wiadomo. Powiedziano mi tylko, że mam cię wezwać. -
odpowiedział młody członek ANBU.
-Dobrze. - skinęła
głową Mebuki. - Już idę.
Razem z mężem i
dwoma zawiniątkami poszli wprost do pałacu Kage, który o dziwo nie
został zniszczony. Wyłaniał się niczym wieża pośród
pogorzeliska. W środku stał nie kto inny jak Trzeci Hokage.
-Hokage-sama. -
oboje Haruno ukłonili się wchodząc do biura Kage. - O co chodzi?
-Mebuki, Kazishi.
Dobrze widzieć, że nic wam nie jest. - przywitał ich Trzeci. - Jak
się czujecie?
-Bywało gorzej
Hokage-sama. - odpowiedział mu mężczyzna.
-Cieszy mnie to.
Niestety mam dla was niezbyt dobre wiadomości.
-Stało się coś
Mikoto lub Kushinie? - spytała przerażona kobieta.
-Minato i Kushina
nie żyją. Przykro mi.
-Nie! - wybuchła
płaczem zrozpaczona Mebuki.
-Przykro mi. O
Mikoto nic nam nie wiadomo.
Dziewczynki okryte
kocykami zapłakały razem z matką.
-Yuko, Sakura. Nie
płaczcie. Proszę was. - uspokoiła dziewczynki. - Nie chcieli byśmy
płakali po nich.
Z jednego z kocyków
wystawała mała zielono oka główka z różowymi włosami. Główka,
o dziwo, zamiast płakać uśmiechała się.
-Wasza córeczka ma
rację. Nie wolno wam płakać. Znaliście ich od najmłodszych lat.
Pamiętajcie o nich. Wszystko będzie dobrze. - pocieszał ich
Hokage.
-Hokage-sama ma
rację. Damy sobie radę, prawda? - spytał się Kazishi.
-Tak. -
odpowiedziała mu żona. - Hokage-sama możemy już iść?
-Oczywiście.
Powiedzcie mi tylko jak ma na imię ta dziewczynka, która się
uśmiechała.
-Yuko. Yuko Haruno.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz